Moja pierwsza szosówka była za mała, miała zwykłe pedały z koszykami, w które nie mieściła się moja stopa, a gdy na pierwszej jeździe na 90 km nagle opadłem z sił, winiłem rower. Piszę o tym, bo prawie każdy błąd z tej listy da się ominąć – a ja zrobiłem je wszystkie, po kolei.
W skrócie
- Zacząłem w 2023 roku na stalowym rowerze z ramą 58 cm. Mam 196 cm wzrostu, więc rower był dla mnie za mały.
- Najpierw kupiłem buty i pedały wpinane, potem licznik z czujnikami, a dopiero na końcu porządny rower. Dziś zrobiłbym odwrotnie.
- Pierwszą wywrotkę zaliczyłem na skrzyżowaniu, wpięty w pedały, przy pierwszej jeździe ponad 50 km.
- Pierwszą gumę złapałem na niedokończonej drodze ekspresowej, na metalowym elemencie dylatacji.
- Na pierwszej jeździe na 90 km nagle opadłem z sił. Winiłem rower, a zabrakło jedzenia.
Rower, który „był szosowy”
Pierwszą szosówkę, KS Cycling, kupiłem w 2023 roku. Z daleka wyglądała jak rower szosowy: barania kierownica, wąskie opony. Z bliska – nie bardzo.
Stalowa rama, hamulce szczękowe i napęd Shimano Tourney 2×7. Biegi zmieniało się dźwigniami przy kierownicy, osobno od hamulców. Do krótkich przejażdżek wystarczało.

Największy problem był jednak gdzie indziej: rama 58 cm przy moich 196 cm wzrostu. Rower był po prostu za mały. Ustawiałem go sam, wyciągając, co się dało, i było to dość karkołomne.
Gdybym miał kupować jeszcze raz, zacząłbym od rozmiaru, a nie od ceny i wyglądu. Za mała rama zabiera wygodę na każdym kilometrze i żadne przesuwanie siodła tego nie naprawi. Jak dobrać rozmiar, piszemy w tekście o rozmiarze ramy, a o pierwszym zakupie – w tekście jaki rower szosowy na początek.
Koszyki i stopa w rozmiarze 50
Na początku jeździłem na zwykłych pedałach z koszykami. Koszyki były za małe na moją stopę – noszę buty w rozmiarze 50. Wyglądało to śmiesznie, a jechało się tak sobie.
Nie ma nic złego w tym, żeby zacząć na zwykłych pedałach. Sam polecałbym to każdemu na pierwsze tygodnie. Ale jeśli już koszyki, to takie, w których stopa się mieści.
Pierwsze buty: nie te
Mniej więcej rok później kupiłem pierwszą rzecz typowo szosową: buty i pedały SPD-SL. Buty okazały się nie te. Były bardziej do spinningu i na trenażer niż na szosę. Mam je zresztą do dziś.
Przy zakupie butów sprawdź, pod jaki system bloków są robione i do czego producent je przeznacza. Buty na rower stacjonarny i buty szosowe potrafią wyglądać podobnie, a różnią się podeszwą i mocowaniem bloków.

Pierwsza gleba: na skrzyżowaniu
Znajomi dali mi przed pierwszą jazdą jedną radę: wypinaj się przed skrzyżowaniem, nie na nim. Chodziło o to, żebym się nie przewrócił, zanim zdążę postawić nogę.
Pierwsza wywrotka i tak przyszła na skrzyżowaniu. Skręcaliśmy w prawo, miejsca było akurat tyle, ile trzeba. Osoba przede mną czegoś się wystraszyła i wpadliśmy na siebie. Nie zdążyłem się wypiąć i poleciałem razem z rowerem.
Otrzepałem się, nic poważnego się nie stało. To była moja pierwsza jazda ponad 50 km – na Przegibek. Rada znajomych była dobra, tylko trzeba ją stosować także wtedy, gdy wydaje ci się, że masz dużo miejsca. Jak oswoić się z wpinaniem, piszemy w tekście o pedałach wpinanych, a o jeździe z innymi – w pierwszej jeździe w grupie.
Licznik przed rowerem
Potem przyszedł licznik Garmin Edge 1030, czujnik prędkości na piastę i czujnik kadencji. Wszystko założone na ten sam, za mały, stalowy rower.
Jeździłem na nim do końca 2025 roku. Nie było w tym treningu ani planu. Raczej rodzinnie i rekreacyjnie, krótko, żeby się przewietrzyć. I to też się liczy – większość z nas tak właśnie zaczyna.
Z perspektywy czasu kolejność zakupów miałem odwróconą. Licznik pokazywał mi dokładnie, jak jadę na rowerze, który do mnie nie pasował. Lepiej najpierw wydać na rower w dobrym rozmiarze, a licznik i czujniki dokupić później. Co jest potrzebne na start, a co może poczekać, rozpisaliśmy w tekście co kupić na start.
Pierwsza guma na S1
Fragment drogi ekspresowej S1 z Bielska-Białej do Bierunia, zanim oddano go do ruchu, był przez jakiś czas jedną z najlepszych tras do jazdy w okolicy: szeroki, gładki asfalt i zero aut. Jeździło się tam zwyczajowo, choć formalnie był to jeszcze plac budowy.
Tam złapałem pierwszą gumę. Wjechałem w wystający kawał metalu z dylatacji, czyli złącza między odcinkami jezdni. Opona nie miała szans.

Dziś po S1 rowerem już nie wjedziesz – to droga ekspresowa, a po takich drogach rowerem jeździć nie wolno. Lekcja zostaje ta sama: patrz pod koła i zawsze wieź zapasową dętkę. Jak ją wymienić, opisaliśmy w tekście złapałem gumę.
90 km i nagły brak sił
W październiku 2025 roku postanowiłem przejechać 90 km. Licznik zapisał 90 km, ale ostatnie kilometry pamiętam głównie z tego, że nogi przestały działać. Nie zmęczenie, tylko nagłe „odcięcie prądu”: jedziesz, jedziesz, i nagle nie masz siły kręcić. Kolarze mówią na to „ściana”.
Winiłem oczywiście rower. Źle ustawiony, za mały, to on mi wykończył nogi. Dziś wiem, że rower dokładał swoje, ale główną przyczyną było paliwo: na tak długiej jeździe trzeba jeść po drodze, zanim poczujesz głód. Ja tego nie robiłem.
Co i ile jeść na dłuższych jazdach, opisaliśmy w tekście o jedzeniu i piciu na pierwsze dłuższe jazdy, a skąd bierze się takie odcięcie – w tekście o ścianie.
Bianchi i pomiar mocy
Na początku 2026 roku pojawił się w końcu prawdziwy rower szosowy – Bianchi. Później doszły pedały Favero z pomiarem mocy. Od tego momentu zaczął się trening, o którym piszę w kolejnych odcinkach.
Co bym dziś zrobił inaczej
- Najpierw rozmiar. Przy wysokim wzroście sprawdź geometrię konkretnego modelu, a najlepiej przejedź się przed zakupem.
- Najpierw rower, potem gadżety. Licznik i czujniki poczekają, za mała rama nie.
- Buty do tego, do czego są. Sprawdź, czy kupujesz buty szosowe, a nie na rower stacjonarny.
- Wypinaj się wcześnie. Przed każdym skrzyżowaniem, nawet gdy masz dużo miejsca – ktoś przed tobą może nagle stanąć.
- Patrz pod koła. Dylatacje, studzienki i metalowe krawędzie przecinają oponę szybciej niż szkło. Dętkę i łyżki wożę od tamtej pory zawsze.
- Jedz, zanim zgłodniejesz. Mój nagły brak sił na 90 km nie był winą roweru.
Jeśli dopiero zaczynasz, wszystko po kolei znajdziesz w dziale Zaczynam.
